Bogdan Gasiński, ten od Andrzeja Leppera i talibów w Klewkach wyszedł z więzienia. Jeszcze jeden farmazon dołączył do coraz liczniejszej kompanii nawiedzonych durniów. Online i bez cenzury gada co popadnie każdemu kto gotów mu jest podsunąć mikrofon i włączyć kamerę. Korzysta z tego, że w ciągu dwudziestu kilku lat, które spędził w więzieniu internet się rozwinął i można puścić w eter wszystko o wszystkim, a nawet na tym zarobić, jeśli będzie się to  klikało. Gasiński zapowiada własny kanał, chce wydawać gazetę, szykuje się do poważnych studiów historycznych, chwali się, że już dostaje “dyplomy” za udział w konkursach. Na oko widać, że zaraz coś zbroi.

Bogdan Gasiński przede wszystkim czuje się ekspertem od wielkiej polityki i służb specjalnych. To on dostarczył materiałów do słynnego wystąpienia Andrzeja Leppera w 2001 roku w Sejmie, podczas którego z konkretnymi datami i sumami – pozornie tylko “pytając” –  pomówił on o korupcję czołowych polityków np. Donalda Tuska i Włodzimierza Cimoszewicza. Dziś uważa się za jedyną osobę “z tamtej afery”, która jeszcze żyje. Oczywiście szef “Samoobrony”, jego zdaniem, wcale nie popełnił w 2011 samobójstwa, ale został zamordowany. Dziś Gasiński serio liczy, że projekt “Samoobrony” można by podjąć na nowo. Ocenia, że w wyborach mógłby on liczyć na 20-40 procent głosów.

Bogdan Gasiński, jest rekordzistą Polski jeśli chodzi o liczbę aresztów i więzień, które zwiedził  z powodu swoich kilkudziesięciu spraw karnych. Gdyby miał talent Sergiusza Piaseckiego, mógłby śmiesznie opisać co tam się za kratkami wyprawia. On mierzy jednak wyżej, wraca do największych kryminalnych tajemnic III Rzeczypospolitej. Wie (bo mówi, że go znał) o sprawie dziennikarza Jarosława Ziętary (zginął w 1992), wypowiada się na temat porwania Krzytofa Olewnika (2001). Jest przekonany, że zastrzelony w 1999 roku przed hotelem w Zakopanem szef pruszkowskiej mafii Jarosław K. “Pershing”, żyje.

Uważa też, że żyje Rudolf Skowroński, jego były szef z czasów firmy Inter Commerce i Klewek. Uznawany od prawie dwudziestu lat za zaginionego Skowroński nadal ścigany jest listami gończymi nadal ściga go kilka prokuratur w kraju. Gasiński opowiada teraz, że ma aktualny numer komórki Skowrońskiego. Podobno dzwonił nawet do niego, jest sygnał, lecz “abonent nie odpowiada”. Tajemniczego biznesmena, który podczas rozprawy w Sądzie Rejonowym w Olsztynie upokorzył Gasińskiego nazywając go pastuchem, zootechnik z Klewek nadal uznaje za swego głównego oponenta.

To właśnie w Klewkach, a wcześniej w należącej do Inter Commerce fermie bydła w Odrytach, zaczęła się w połowie lat dziewięćdziesiątych kariera Bogdana Gasińskiego. Ten były konduktor PKS-u na Dolnym Śląsku i zootechnik z wykształcenia (podawał, że jest… magistrem weterynarii), lichą kolarzówką pedałował po okolicy zdobywając Warmię i Mazury,  ucho swoich szefów i ostatecznie dyrektorskie stanowisko w Klewkach. Gwiazdą stał się licytując fiacika w kolorze yellow bahama w olsztyńskim finale WOŚP. Tym maluchem ostatecznie zajął się komornik, podobnie zresztą jak elektronicznym instrumentarium, które sobie Gasiński sprawił rozwijając swe muzyczne talenty (podawał że ukończył szkołę muzyczną aż… IV stopnia).  Generalnie, dyrektorując w Klewkach, Gasiński zarżnął  zarodową hodowlę i gospodarstwo. Gdy zaczęło się robić wokół niego gorąco uciekł na Kretę zostawiając swoje psy (jeden wabił się Coccolino), które, nie wypuszczane obsrały cały pałac, a swoim współpracownikom wysyłał pocztówki z “życzeniami hifu”. Kiedy  wrócił trafił za kratki. Pierwsza jego sprawa “o działanie na szkodę firmy Inter Commerce” toczyła się przed Sądem Rejonowym w Olsztynie.

Potem jego wybryki i fantazje jeszcze kilka razy zajmowały olsztyńską Temidę. Także służbę więzienną gdyż pewnego razu oświadczył w areszcie, że… przeszedł na islam i żąda koranu. W Olsztynie został osądzony nie tylko za Klewki. Także za to, że podając się za (żyjącego jeszcze wówczas redaktora Waldemara Milewicza) wyłudził pieniądze od matki siedzącego w więzieniu matki gangstera z Pruszkowa. Podrabiał podpisy, pieczątki, powoływał się na znane osoby, ale nie gardził też drobnymi “okazjami”: skasował nieszczęśnika sikającego przed dworcem we Wrocławiu, a w Olsztynie nie zapłacił za hotel. W sierpniu 2002 roku w Mikołajkach na Mazurach doszło do zabójstwa Jacka K. “Klepaka” z mafii wołomińskiej. Sprawa stała się głośna na całą Polskę, także dlatego, że sprawcy zastrzelili próbującego ich ścigać policjanta Marka Cekałę. Chcąc na nowo zabłysnąć Gasiński sam zgłosił się wtedy na świadka incognito. To co powiedział na temat tego, co i kogo miał widzieć na miejscu zbrodni, okazało się zupełnie niewiarygodne.

Ziarnko do ziarnka, jeden wyroczek po drugim, na miękko i na twardo. W sumie drobnica, za to w dużej liczbie. To wszystko skumulowało się łącznie na karę ponad 40 lat pozbawienia wolności. Gasiński powinien siedzieć do roku 2051, lecz po kolejnym przeliczeniu jego win i zmniejszeniu kary, kilka tygodni temu zakończył odsiadkę. Zdążył już udzielić kilku wywiadów i nagrać wiele godzin na różnych internetowych kanałach. Wyznawcy spiskowych teorii gładko łykać będą ten kit, chyba że Bogdan Gasiński znów coś zwinie z wystawy, albo gdzieś nie zapłaci. Facet ma dziś prawie 60 lat. Poznać go można po tym, że lubi rozmawiać przed dwa telefony komórkowe jednocześnie i trzymać w ręku cygaro.

Stanisław Brzozowski